Dojechaliśmy do końca szkoleń organizowanych przez Szkoła Auto w ramach akcji Wyższa Szkoła Jazdy zorganizowanej z okazji 10 lecia Szkoły Auto. Zwieńczeniem ostatnich szkoleń był wyjazd do niemieckiego ośrodka doskonalenia technik jazdy ADAC w miejscowości Linthe pod Berlinem.  Chociaż żeby brzmiało to bardziej profesjonalnie trzeba napisać iż gościliśmy w ADAC Fahrsicherheits-Zentrum Berlin-Brandenburg :).

Zajęcia zaczęliśmy od ćwiczenia hamowania awaryjnego. Uprzedzając wszystkich, wiem ile razy można ćwiczyć to samo. Po kilku dziesięciu odbytych ćwiczeniach z hamowaniem awaryjnym coraz bardziej doceniam że tyle razy udało mi się przećwiczyć przedmiotową sprawę. 

Żeby nie było nam nudno, nie było to hamowanie awaryjne tylko na jednej nawierzchni. Mieliśmy bowiem przejazdy przez: kostkę „kocie łby”, asfalt, beton, matę poślizgową i nawierzchnie mieszaną (mata poślizgowa z asfaltem) która miała symulować chociażby liście na jezdni. Ze wszystkich przejazdów najszybciej zatrzymywaliśmy się na betonie. Dało mi to odpowiedź na moje pytanie, dlaczego niemieckie autostrady (nie wiem czy wszystkie, wnikać nie będę) są właśnie betonowe.

Pewną ciekawostką był przejazd przez nawierzchnie mieszaną z wciśniętym sprzęgłem. Gdzieś tam z tyłu głowy mniej więcej wiedziałem jak auto może się zachować, ale bardziej liczyłem na spektakularne opuszczenie toru niż na trzymanie się prostej linii przejazdu. Zapomniałbym dodać, przejazd odbywał się również ze zdjęciem rąk z kierownicy :-), ot taka ciekawostka przyrodnicza. Jednak lepiej nie próbować tego typu zabaw w normalnym ruchu ulicznym.

Pojawił się również slalom i to w dwóch odsłonach. Przejazd w slalomie pomiędzy mokrym asfaltem a matą poślizgową przy większych prędkościach sprawiał mniejsze czy większe problemy większości przejeżdżających. Pod czujnym okiem instruktora, każdy kolejny przejazd eliminował wcześniejsze błędy. Natomiast slalom na samym prawie suchym asfalcie był prawie formalnością. Piszę prawie, tylko dlatego że sam złapałem się na tym że wykonuje czasem zbyt gwałtowne ruchy podczas skrętu.

Trzeba dodać że do dyspozycji mieliśmy cztery auta: 2x Škoda Yeti 4×4, Škoda Octavia 3 Combi, Škoda Roomster. Wspólnie z przedstawicielem Octavia Club Polska jeździliśmy oczywiście „Romkiem”, co było pewnym zagraniem taktycznym. Nie dość że lepiej sprawdzał się na slalomie, to sprawiał wrażenie bardziej stabilnego.

Po krótkiej przerwie obiadowej, podzielono nas na dwie grupy. Roomster, i Octavia Combi jechały na szarpak, natomiast 2x Yeti pojechały w teren.

Jak to mówią, szarpaka nigdy za wiele. Przez niemal półtorej godziny jeździliśmy po nim jak szaleni. Osobiście trochę obawiałem się przejazdów, gdyż na szkoleniu SAFEDriving w Bednarach szło mi nie najlepiej. Przez kilkanaście przejazdów widzę u siebie jakąś minimalną poprawę w zachowaniach jakie trzeba podjąć przy wyprowadzeniu auta z poślizgu. Choć zdaje sobie sprawę, że warto by było jeszcze odbyć przynajmniej jeszcze kilka takich ćwiczeń by dojść do wprawy. Przejazdy przez szarpak odbywały się również w kilku wariantach i do dotyczyło obydwu aut.

– Przejazdy z włączonym systemem ESP (kontra+hamowanie awaryjne, kontra+wciśnięte sprzęgło, kontra+dodanie gazu).
– Przejazdy z wyłączonym systemem ESP (kontra+hamowanie awaryjne, kontra+wciśnięte sprzęgło, kontra+dodanie gazu).

Wszystkie wymienione przejazdy w nawiasach sprawdzają się w sytuacji gdy wpadniemy w poślizg, jednak po wspólnych analizach przejazdów doszliśmy do wniosku że najszybszą techniką jaką podejmiemy będzie właśnie kontra+hamowanie awaryjne.  Włączone systemy bezpieczeństwa naprawdę pomagają w trudnych sytuacjach, należy jednak pamiętać o tym że dalej wszystko zależy od tego kogoś za kierownicą. Przekonaliśmy się o tym niejednokrotnie że pomimo włączonych systemów, lataliśmy po macie poślizgowej jak przysłowiowy worek ziemniaków. Zależało mi również na przejazdach bez systemu ESP, bo w moim prywatnym aucie czegoś takiego nie mam. Okazuje się że i bez systemów da się ogarnąć sytuację podczas poślizgu. Ale żeby nie było za różowo. Przejazdy w Roomsterze, a w Octavii różniły się między sobą diametralnie. Dlaczego? Ano dlatego że zdecydowanie trudniej było mnie i paru innym osobom wyprowadzić z poślizgu cięższą i dłuższą Octavie, co kończyło się efektownymi piruetami na macie. Nie wiem czy to kwestia nieobycia z autem czy czegoś innego, ale zostawiam to do osobistych przemyśleń.

Warto pamiętać że ćwiczyliśmy w laboratoryjnych warunkach i spodziewaliśmy się co się stanie z autem. Przedstawiono nam jednak metody dzięki którym albo wyjdziemy cało z opresji, albo skończy się to tylko na pogniecionych blachach samochodu (i nie chodzi tu o numery rejestracyjne). Każdy nasz przejazd był monitorowany przez instruktora, dzięki czemu na bieżąco wiedzieliśmy co zrobiliśmy źle. Pozostaje mieć tylko nadzieję że zdobyte doświadczenie nie pojedzie w las.

A skoro jesteśmy już przy lesie.

Ostatnim etapem był przejazd OFF-ROAD. Ja wiem Yeti może wyzwalać mieszane uczucia jeżeli chodzi o off-road, i sam dalej sceptycznie podchodzę to tej sprawy, ale okazało się że przynajmniej w warunkach w których zwykła osobówka nie da rady Yeti przejedzie dalej.

Strome wjazdy pod górę z małych kamieni przez muldy, zjazdy z użyciem asystenta zjazdu, zjazd na imitacji górskiego strumyka, jazda w lesie po wykrzyżach , jazda po trawersie dostarczyła ciekawych wrażeń. Nie była to jazda ani powolna, ani dla lansu. Obie Yeti dostawały wycisk na torze i to czasem z przerażeniem w oczach kursantów. No bo jak to tak „katować” takie ładne auto :-).

Zjazd z górki z włączonym asystentem zjazdu spowodował uśmiech na twarzy wszystkich, a zwłaszcza popis jednego z instruktorów który wysiadając przez drzwi pasażera, przechodząc na ciągle zjeżdżającym aucie wszedł przez drzwi kierowcy do środka. Dzięki systemowi auto samo hamuje i zwalnia nas to trochę od ciągłego hamowania podczas zjazdu. I o ile wydawało się to lekko ryzykowne to po pokazie instruktora było wiadomo że nie taki diabeł straszny.

Oczywiście nie zabrakło również pewnych elementów jazdy off-roadowej, choć został pewien niedosyt gdyż nie musieliśmy odkopywać auta i nie brodziliśmy w błocie :-).

I tak po kilkugodzinnym pobycie, nastąpiła chwila której każdy chciał uniknąć. Koniec szkolenia w ADAC. Czy było warto uczestniczyć w szkoleniu? To jest pytanie retoryczne. Oczywiście że było warto, bez dwóch zdań i bez żadnej ściemy.

Moim skromnym zdaniem.

Wszystkie szkolenia w których braliśmy udział były bardzo przydatne, choć wydaje się że najbardziej w pamięci zapadnie wszystkim SAFE-Driving. Szkolenia z Defensive-Drivingu i ECO-Drivingu pokazały że można oszczędnie i bezpiecznie jeździć po drogach równocześnie nie męcząc się za kierownicą. Co do szkolenia OFF-Roadu nie mogę się do końca wypowiedzieć, gdyż nie jest to moja dziedzina w której jestem non stop. Raczej ocenie ją jako super przygodę w której Škoda Yeti oraz Octavia 3 Scout mogła pokazać na co ją stać. Zawsze to jakieś dodatkowe doświadczenia :-).

Reasumując wszystkie wyjazdy na szkolenia, łącznie z wyjazdem do ADAC były prawdziwą przygodą. Taka nauka przez zabawę dużo daje w normalnych warunkach drogowych, i o ile nie zrobiono z nas mistrzów oszczędzania czy bezpiecznej jazdy na 100% to jednak część zdobytej wiedzy zostanie w nas na długo.

Podziękowania!

Słowa podziękowania za wspólną przygodę, zaangażowanie, organizację, wspaniałą atmosferę kieruję  do:

Škoda Polska, Szkoły Auto i jej pracowników a także znakomitą kadrę instruktorską

* Mojej skromnej ekipie która pojawiała się ze mną na szkoleniach z ramienia Fabia Club Polska:
Marcin Grużewski
Katarzyna Grużewska
Karol Winiszewski
Karolina Styk
Michał Zenit
Joanna Budzińska
Błażej Szybowski
Edyta Garczyńska
Izabela Rychlik
Tomasz Lechowicz
Piotr Styk
Przemysław Stachurski

* Krzyśkowi Sikorzyńskiemu z Octavia Club Polska i jego ekipie,
* Magdzie Wilk z Motocaina.pl i jej ekipie,
* Piotrowi Jańskiemu z Skodovka i jego ekipie,
* Rafałowi Wareckiemu z Autokult.pl i jego ekipie,
* Magdzie Górskiej i jej ekipie

a także … 🙂

Paulinie Kniej z Kalicińscy.com, Magdzie Loose-Gajzler z Kalicinscy.com, Paulinie Kraszewskiej z Rodan Event –  za ogarnięcie całej masy formalności i pomoc organizacyjną.

Nie mogło zabraknąć również podziękowań dla ekipy filmowej, która towarzyszyła nam na szkoleniach – dobra robota Panie i Panowie!

Pisał Tomasz ‚sid’ Knapik 🙂

 

 Galeria zdjęć z ADAC Linthe <- kliknij!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *